Recenzujemy

Gastro pułapki Wrocławia: na co lepiej uważać?

Wrocław to kulinarna dżungla pełna prawdziwych perełek, ale i fakapów, na które trafić nietrudno. Może i nie zjadłyśmy zębów na wrocławskiej gastronomii, ale na mieście jadamy pewnie częściej niż przeciętny wrocławianin, a już na pewno częściej niż turysta będący w stolicy Dolnego Śląska przez chwilę. Mamy więc kilka wskazówek pomagających uniknąć wrocławskich gastro-pułapek, które uszczuplają portfel i pozostawiają niesmak w ustach.

#1 Lody tam, gdzie największa kolejka

Wiemy jak to jest – ustawia się kolejka, a więc i jakość najwyższa. Traf chciał, że chwytliwa nazwa, rozbuchany w pewnym momencie marketing i dobra lokalizacja sprawiły, że przed lokalami Polish Lodów wciąż  ciągną się kolejki, nie tylko turystów, ale i lokalsów. Smutne to, bo za ich lodami nie idzie dobra jakość, wyjątkowość ani chociaż przyjemna obsługa. To niespecjalnie naturalne lody o sztucznych smakach, za które w dodatku trzeba odstać swoje. Tylko po co?

#2 Jedzenie w Rynku zamiast na Antoniego i Włodkowica

Wiadomym jest, że turysta „ciągnie” do Rynku, bo klimat, bo zabytki blisko, bo gra muzyka. Niestety, w przypadku wrocławskiego Rynku restauracji godnych uwagi nie ma zbyt wiele, a wydać sporo pieniędzy na danie wątpliwej jakości można bez trudu. Dosłownie kilkaset metrów dalej, na ulicy Antoniego i Włodkowica, obrodziło w adresy pyszne, ciekawe, godne uwagi i wcale niedrogie. Mamy meksykańskie Panczo, fenomenalną pizzę Vaffa Napoli, pyszniutkie Frytki&Sos, intrygujące osiem misek, tradycyjną Jasną i co rusz nowe, ciekawe koncepty. Kilkuminutowy spacerek od Rynku zwróci się pod postacią pysznych smaków.

Panczo Włodkowica

#3 Pierogi w pierogarni na Rynku

Matko Bosko, cóż to za koszmarne pierogi są. Jadłam je raz jedyny w czasach przedblogerskich, a już wiedziałam, że nie są one warte złamanego grosza. Nie przestaje mnie zadziwiać kolejka, która wciąż ustawia się przed tym lokalem. Chciałoby się zacytować złotowłosą ikonę telewizji: dlaczego Wy trujecie ludzi? A ja od siebie dodam jeszcze: a Wy ludzie dlaczego sobie na to pozwalacie? Nie rozumiem i nie chcę zrozumieć.

#4 Jedzenie pizzy w Rynku

Wrocławski Rynek ma sporo uroku i kilka gastronomicznych miejsc, które odwiedzić warto – ot choćby Soczewkę, Chinkalnię czy Taszkę. Do Rynku można ostatecznie wybrać się więc na burgera czy chaczapuri, ale absolutnie nie na pizzę. Najlepszą można znaleźć dosłownie parę kroków od Rynku, a więc na Kuźniczej (Iggy Pizza), na Igielnej (Oliwa i Ogień), na Szewskiej (Piec na Szewskiej), na Placu Teatralnym (Niezły Dym) czy na Kazimierza Wielkiego (Happy Little Truck). Bez nadszarpywania portfela, a w nieporównywalnie wyższej jakości.

 

Iggy Pizza

#5 Burger burgerowi nierówny

Skoro burgery we Wrocławiu, to Pasibus. Sukces tej marki to nie wydmuszka, bo tutejszym burgerom trudno coś zarzucić, a świętej pamięci Pasifrytki pozostają nieodżałowane w sercach i żołądkach wielu. To jednak nie oznacza, że w każdym z, lekko licząc, dziesięciu lokali Pasika w samym Wrocławiu zjecie równie dobrze. Zorientowani odradzają wizyty w Pasibusie na Świdnickiej, czyli najbliżej Rynku, który jest poligonem doświadczalnym dla nowej załogi, a oblężenie do późnych godzin nocnych sprawia, że macie większą szansę trafić na niewypał. Na szczęście Pasibus na Ruskiej jest zaledwie kilka minut dalej, a i okoliczności jedzenia są znacznie przyjemniejsze niż w gwarze najpopularniejszego z miejskich deptaków.

#6 Najdroższe drinki w życiu

Gastronomiczny Wrocław letnią porą cierpi na jedną bolączkę, mianowicie brak lokali na tarasach. Chlubnym wyjątkiem jest dach Hotelu Monopol, jednak zanim postanowicie rozsiąść się na nim z kieliszkiem bąbelków i panoramą miasta w tle, radzimy zajrzeć w kartę. Koncernowe piwo za 20 złotych czy kieliszek wina od 30 wzwyż to tutejszy standard, przez co atmosfera jest raczej snobistyczna, na co również warto wziąć poprawkę. Nie mniej na sam taras można wjechać ot tak, bez konieczności składania zamówienia i całkowicie za darmo nacieszyć się widokiem, który rzeczywiście robi wrażenie.

#7 Sugerowanie się rankingiem na TripAdvisor

Wchodząc na stronę TripAdvisor i wpisując „Wrocław” można się naprawdę zdziwić. Kwestia, które restauracje zasługują na pozycję w rankingu i na którym miejscu jest umowna, ale najbardziej niepokojące jest wprowadzanie czytelnika w błąd. Pod hasłem „tania restauracja” mamy więc Lodziarnię Romę (swoją drogą fenomenalną, ale nie w tej kategorii) zaraz obok Baru Setka, w deserach widnieje Bar Domowy, który specjalizuje się raczej w schabowym i naleśnikach, natomiast w kategorii „umiarkowane ceny” figuruje Mama Manousch, w której ceny do umiarkowanych na pewno nie należą. Poszukującym odpowiedniego miejsca polecam jednak śledzenie lokalnych smakoszy, którzy w większym stopniu trzymają rękę na pulsie.

Aga

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Może zainteresuje Cię również