Kaczka Dziwaczka na obiad… (zamknięte)

… a Krasnolód na deser.

Aga

Centrum Wrocławia kipi od różnorakich knajpek karmiących rewelacyjnie, dobrze lub całkiem przeciętnie. Mieszkańcy obrzeży miasta często są poszkodowani, bo w ich okolicach nietrudno o budkę z kebabem, ale restauracji “na poziomie” jest jak na lekarstwo. Cieszy więc odwrót od przepełnionego Rynku na rzecz mniej uczęszczanych miejsc, w których oprócz jedzenia, można też komfortowo zaparkować auto. Dziś słów kilka o dwóch debiutach – Kaczce Dziwaczce i Krasnolódzie, które pojawiły się na Psim Polu.

kaczka7

Choć nazwy są bajkowe, restauracja nie powstała w chatce z piernika. Lokal znajdujący się przy ulicy Kiełczowskiej 58 jest przytulny i urządzony ze smakiem. Jasne wnętrze z modną, białą cegłą, do tego pasujące do stylistyki meble i nieco egzotyczne, trawiaste lampy, które przenoszą wprost z rustykalnego dworku na balijskie plaże. Minimalistyczne logo od razu przywiodło mi na myśl identyfikację wizualną wyrobów Madej-Wróbel. W niedalekiej przyszłości do lokalu będzie przynależał zewnętrzny ogródek.

Degustację rozpoczęłyśmy od napojów – Kasia od smacznej, nieco przypominającej w smaku mohito, lemoniady, ja – od flat white. Kawa poprawna, ale bez wielkich uniesień.

kaczka1

Następnie na naszym stole pojawiło się czekadełko pod postacią pieczywa z pastą z fasoli. To zawsze miły bonus, gdy czekając na swe danie, dostaje się coś na zaspokojenie pierwszego głodu. Zwłaszcza, że pasta była wyrazista, z dodatkiem natki pietruszki i wyczuwalnymi przyprawami. Pieczywa nie miałam okazji spróbować, ale Kasia twierdzi, że było świeże i chrupiące.

kaczka2

Czas na danie główne. W moim przypadku zastąpiły je dwie przystawki (bezglutenowe). Płatki kaczki na sałatce z nowalijek, z sosem malinowo-orzechowym i granatem (20 zł) oraz pierożki z buraka nadziewane kozim serem i orzeszkami ziemnymi na pesto miodowo-pietruszkowym (12 zł). Pierwsza przystawka była poprawna, ale mnie nie uwiodła. Kaczka była aromatyczna, ale przeszkadzały mi jej tłuste fragmenty. Zabrakło też granatu. Nie zdecydowałabym się na nią ponownie.

kaczka4

Zupełnie odwrotnie byłoby z pierożkami. Rewelacyjny pomysł, by buraka połączyć z kozim serem i absolutnie genialnym pesto. Jeśli potrawa byłaby większa, bez trudu mogłaby być traktowana jako danie główne. Mój absolutny faworyt w tym miejscu.

kaczka3

A na deser – lody “marki” KrasnoLód, która to dostarcza je do lokalu wraz z firmową witryną. A w niej sześć smaków – mango z marakują, truskawka, belgijska czekolada, kokos z gorzką czekoladą, chałwa i śmietanka z masłem. Zdecydowałam się na mango, chałwę i śmietankę. Pani sięgnęła po pucharek, a ja zatrwożona spojrzałam na brudny słoik, w którym moczyła się gałkownica. Trochę to odstraszające i gdybym nie była wielką fanką łakoci, z pewnością powstrzymałoby mnie to przed zakupem. Gałki niezbyt duże, ale lody smaczne. Mango i śmietanka wyraziste, konsystencja przyjemna w smaku, ale moim faworytem została chałwa, która smakowała w zasadzie jak sezamowy baton. Pysznie i gdyby tylko w lodach chrupały kawałeczki chałwy, byłoby idealnie.

kaczka8

Kasia

Restauracja otwarła się dosłownie kilka dni temu, 29 kwietnia, więc w związku z tym goście mogli testować dania ze specjalnie skomponowanego menu degustacyjnego za 46 zł, na które się zdecydowałam. W zestawie znalazła się marokańska zupa z kaczki i ciecierzycy, pierś z kurczaka zagrodowego z kostką, buraczaną kaszą pęczak, grzybami i sosem czosnkowo-migdałowym oraz pianka z białej czekolady i wiśni z rabarbarem.

Porcje ponoć miały być nieco mniejsze od standardowych, ale o rozmiarze degustacyjnym nie było mowy – dania były duże i syte. W orientalnej zupie (17 zł) w smaku dominowało curry oraz pomidory, którym towarzyszyły kawałki kaczki, kolendra oraz ciecierzyca. Smak bulionu był dobry, ale popracowałabym nad dodatkami – cieciorka była nieco zbyt twarda (choć plus za to, że nie z puszki), a kaczka, choć miękka, nieco jałowa w smaku. Plus za sporą porcję, bo daniem na pewno można się najeść, choć na pewno nie będzie moim ulubionym w tej restauracji.

kaczka dziwaczka_zupa

Brak entuzjazmu wobec zupy bez dwóch zdań zrekompensowało danie główne (26 zł). Oklepanym kurczakiem (a zwłaszcza piersią), zachwycić się trudno, ale tym razem szef kuchni wyczarował na talerzu najlepszy kawałek drobiu, jak zdarzyło mi się jeść. Idealnie miękki, dobrze przyprawiony, z lekko przyrumienioną skórką, smakował absolutnie wybornie. Pęczak z buraczaną nutą świetnie komponował się z delikatnym mięsem, podobnie jak kremowy, czosnkowy sos. Marynowane grzyby były osobliwym i chyba niepotrzebnym dodatkiem do tego zestawu, ale na pewno nie przeszkadzały.

kaczka6

Deser (spoza karty) warto pochwalić przede wszystkim za oryginalność – szef kuchni ewidentnie lubi eksperymenty i stara się zaskakiwać formą, smakiem i prezentacją. Biała czekolada była (wręcz zbyt) subtelną bazą dla wiśni, więc kompozycja była umiarkowanie słodka, co dodatkowo podkreślały kwaśne cząstki rabarbaru. Deser był na pewno orzeźwiający, ale dodatkowa łyżka cukru w masie lub odrobina nieco słodszego sosu z pewnością by nie zaszkodziły. Nie mniej, plus za inwencję i jestem pewna, że wielu gości doceni niestandardowy charakter tego dania.

kaczka dziwaczka_deser biala czekolada wisnia

Dla mnie, jako mieszkanki Psiego Pola, pojawienie się Kaczki Dziwaczki to radość podwójna. Po pierwsze, to kolejna smaczna, wrocławska miejscówka, a po drugie – pojawiła sie nie w centrum, ale w mojej niepozornej dzielnicy, która zyskała kolejne miejsce warte uwagi. Nie mam wątpliwości, że jeśli poziom kulinarny się utrzyma, warto tu wpaść nawet z drugiego końca miasta. Niewiele jest miejsc we Wrocławiu, gdzie można zjeść tak świetnie przyrządzony drób, do tego w sporych porcjach i cenach jak najbardziej adekwatnych do jakości. Kaczka Dziwaczka to miejsce jak najbardziej z naszej bajki.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *