Recenzujemy

Kebz – kebab, jakiego nie było

Był królem polskiego street foodu w czasach, gdy nikt nie znał tego określenia, a kiedy zadomowiło się w języku, konkurencja zrzuciła go z piedestału. Kebab to temat, który trudno sprzedać w czasach, w których od gastronomii oczekujemy przede wszystkim egzotyki i nowinek – twórcy knajpy Kebz postanowili wziąć go na warsztat. Co z tego wyszło?

Na kebaba można psioczyć, ale nie ma chyba osoby, dla której nie był ostatnią deską ratunku na głodzie po mocno zakrapianej imprezie kończącej się późną nocą. Nie tak dawno temu najzwyczajniej nie było innych opcji nocnego gastro. A że człowiek pijany nie jest smakowo wymagający, ten trend pociągnął za sobą wysyp kiepskiej jakości kebabowni, których wytworów na trzeźwo nie sposób było przełknąć. Twórcy Kebza chcą kebab odczarować i pokazać, że zrobiony dobrze i z pomysłem, a do tego serwowany w fajnych okolicznościach, może pozytywnie zaskoczyć.

O tym, że jako naród mamy ewidentny sentyment do kebaba może świadczyć fakt, że w porze wczesnooobiadowej w niedzielę lokal niemal pękał w szwach, a ci, którym nie udało się zająć stolika brali zamówienia na wynos. Te wychodziły z kuchni wyjątkowo szybko za sprawą licznego zespołu, którego członkowie pracowali sprawnie jak trybiki w dobrze naoliwionej maszynie. To tylko jeden z dowodów na to, że koncept Kebza został gruntownie przemyślany. Kolejnym jest spójna identyfikacja niebudząca najmniejszych skojarzeń z kebabowniami, do których większość z nas przywykła.

Kolorystycznym motywem przewodnim jest odcień miętowo-turkusowy, a jego najlepszym wyrazem neony zdobiące wnętrze i wejście do knajpki. Do tego dla gości przygotowano Kebz-owe wlepy i karty lojalnościowe. Za każde wydane 10 złotych dostaniecie naklejkę, a po zebraniu 10 należy się gratisowy Kebz. Mile dla ucha brzmi też slangowa nazwa lokalu, która natychmiast zapada w pamięć.

Ale do rzeczy, czyli jedzenia. W Kebzie zjecie kebaba drobiowego w kilku odsłonach – w bule, tortilli, boksie lub na talerzu. Do wyboru są trzy autorskie sosy – łagodny, czosnkowy z dodatkiem mięty (wiadomo, bez niego się nie obejdzie), lekko pikantny BananaChilli i trzeci, najostrzejszy. Oferta jest kierowana też do wegetarian, bo w tych samych wersjach (poza boksem) zjecie także falafla, a w boksie i tortilli również warzywa z wybranym sosem. Menu zamykają frytki i smażona mozzarella oraz napoje. Te ostatnie jak na razie w wersji bezalkoholowej, ale z czasem za barem mają pojawić się krany z piwem.

Do testów zamówiliśmy kebaba w bułce (17 zł), tortillę z falaflem (17 zł) i wspomniany boks z warzywami (8 zł za mały). Tutejsze, parowane buły można skojarzyć z tymi z kanapek typu bao. Uwagę w pierwszej chwili przykuwa ogrom apetycznych, świeżych warzyw posypanych odmianą skruszonego, słonawego sera bałkańskiego. Nie znajdziecie tu typowej dla tych mieszanek kukurydzy czy kapusty, ale różne odmiany sałaty, pomidory, zielonego ogórka, czerwoną cebulę i chipsy/talarki z warzyw korzeniowych, które (zakładając, że nie przesiąknęły sosem) przyjemnie chrupią. W tej roślinnej obfitości nie można oczywiście zapomnieć o mięsie. Smakuje naprawdę dobrze, biorąc pod uwagę, że mamy do czynienia z drobiem. Jest w punkt słone i lekko pikantne, choć przydałaby się lekka zmiana proporcji, bo momentami kebab ginie pod naporem warzyw. Przesmaczny, zielony sos czosnkowy zgrabnie spina całość, a w poradzeniu sobie z bułą pomaga serwowanie jej na kartonowej tacce.

Propozycją na większy głód jest solidnych rozmiarów tortilla, u nas w wersji z falaflem. Częstą bolączką tego dania jest nieumiejętność doprawiania i przesuszenie, o którym w Kebzie nie ma mowy. W tortilli nie znajdziecie kotlecików, ale falafel w formie masy, co zapewne po części pozwoliło uniknąć spalenia go na wiór. Smakowo jest bardzo dobrze – farsz jest wyrazisty, podkręcony ziołami i zgrywa się świetnie zwłaszcza ze wspomnianym wcześniej serem i sosem. Na raz nie byłam w stanie zjeść więcej niż połowę, więc nie bójcie się zamawiać jej na pół. Ogromnym plusem tego dania jest fakt, że, choć jest ogromnie sycące, nie ciąży na żołądku.

Bardzo ciekawym konceptem jest warzywny boks, do którego dobraliśmy sos bananowy z chilli. Nieco żałowałam, że nie wzięłam go do falafla, bo to absolutna petarda – delikatność i słodycz banana podkręcona pikanterią chilli to smak, którego nie znajdziecie nigdzie indziej. Sos doprawił mieszankę składającą się nie tylko z opisanej wcześniej mieszanki warzyw i sera, ale również, co było miłym zaskoczeniem, z frytek. Niestety zabrakło im chrupkości, co na szczęście nie zepsuło ogólnie dobrego wrażenia.

Kebz działa od zaledwie dwóch dni i już wydaje się być skazany na sukces. Z pewnością sprzyja temu wyjątkowo uboga gastronomicznie okolica – w promieniu dobrych kilku kilometrów nie ma żadnej sensownej konkurencji. Ale nawet gdyby była, Kebz wygrywa ciekawym konceptem, przywiązaniem do jakości i dobrym smakiem – oby tak dalej.

Kebz kebab
ul. Nowowiejska 82
www.kebz.pl

Kasia

1 Komentarz
  1. Zastępczy 2 lata ago

    Wygląda bardzo fajnie, chociaż ceny wyższe niż wszyscy. Trzeba spróbować.

    Reply

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Może zainteresuje Cię również