Malarska 25: po polsku, po dolnośląsku

Koniec z pizzą – co w zamian?

Lepsze jest wrogiem dobrego, mówi stare przysłowie, ale rewolucje w karcie restauracji Malarska 25 zwiastują zupełnie nowe otwarcie. Z tą samą ekipą na kuchni, ale pod okiem nowej menadżerki, Włochy ustąpiły miejsca Polsce i Dolnemu Śląskowi. Czy ten śmiały ruch się opłacił?

Malarska 25 przykuła naszą uwagę niedługo po powstaniu. W pierwszej recenzji zachwyciły nas tutejsza pizza i obłędny cezar, a w menu znaleźć można było także makarony i dania kuchni europejskiej. Około rok później, dzięki uprzejmości koleżanek z magazynu kulinarnego Kocioł, miałam okazję spróbować nowej specjalności Malarskiej, czyli kiszonek. O wrażeniach z tej degustacji nie zająknęłam się na blogu czy Facebooku, bo zostawiła we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony trudno nie docenić innowacyjności pomysłu, z drugiej jednak podane nam dania składały się w zasadzie wyłącznie z kiszonek, które w pojedynkę budzą kontrowersje, zwłaszcza że część z nich była kompletnym eksperymentem.

Przy tej okazji w oczy rzucało się jeszcze jedno – serwowane wtedy menu nie było w stanie pomieścić kulinarnych ambicji szefa kuchni Arkadiusza Dziakowskiego. Zapał, z jakim opowiadał nam o gotowaniu, kiszeniu, pasja, z jaką to robił nie pozostawiały wątpliwości, że za sterami tej kuchni stoi osoba z ogromnym potencjałem. Pamiętam, że do głowy przyszło mi nawet, że szef kuchni pod szyldem Malarska 25 po prostu się marnuje, bo tu, między pizzą a makaronami, miejsca na rozwinięcie skrzydeł po prostu nie ma.

Znalazło się w dużej mierze za sprawą Agaty Anioł, założycielki restauracji Brylantowa 16, która po wyprowadzeniu jej na szerokie wody potrzebowała nowych wyzwań. W Malarskiej 25 udało jej się to, w co nie wierzyłam – przekonała jej właściciela, że pizza powinna zniknąć z karty, ustępując miejsca lokalnej kuchni. Podczas kolacji, na której nowe menu oficjalnie zadebiutowało, miałyśmy okazję sprawdzić, czy ten eksperyment ma szansę powodzenia.

W nowej karcie na pierwszy rzut oka uwagę zwracają typowo polskie akcenty, takie jak tutejsze sery czy podpłomyki z dodatkami, będące swoistą spuścizną po serwowanej wcześniej pizzy. Szef kuchni ma też nieco więcej okazji do eksperymentów roślinnych.

Wśród przystawek znajdziecie dwie bardzo udane propozycje. Pierwszą jest blanszowany kalafior z pestkami dyni, słonecznikiem, masłem, bułką tarką, serem ślubowskim i creme fraiche. Różyczki kalafiora są panierowane w orzechowo-serowej panierce, zezłocone na maśle i podane ze śmietaną, tworząc bezpretensjonalną i wyrazistą wariację na temat tego popularnego dania.

Weganom bardzo polecamy tutejszy smalec z białej fasoli, bardzo gładki, aksamitny, lekki i sprawnie doprawiony, którego subtelność przełamuje dodatek papryki i domowej roboty żeli z kwaskowatych owoców. Z lekkich propozycji warto zwrócić uwagę także na sałatkę z serami ślubowskimi w trzech odsłonach (dojrzewającym, grillowym i twarogiem) podawanych z młodymi warzywami korzennymi i truskawkami.

Wspomniane podpłomyki (nam serwowane w wersji mini) to pełnowymiarowe dania dostępne w aż 8 wariantach. Ciasto jest mocno mączne z wyraźną, kwaśną nutą, którą, w zależności od wariantu, łagodzą pieczone lub świeże warzywa, ślubowskie sery, pieczony sum, pulpety drobiowe, gęsia wątróbka lub miód i owoce.

Gwiazdami menu są jednak dania główne, w których mięsa przyrządza się w opalanym drewnem piecu generującym temperaturę sięgającą 400 stopni. W taki sposób powstaje delikatna pierś z kurczaka podawana ze słonecznikowym risotto oraz świeżymi pomidorami i lekką sałatą. Mięso z kurczaka jest obłędne, miękkie i jędrne w środku oraz lekko zrumienione na zewnątrz. Gwarantuję, że takiej piersi z kurczaka, mięsa wbrew pozorom trudnego w przyrządzeniu, nie zjecie nigdzie indziej.

Równie świetne jest risotto na bazie pestek słonecznika, zaskakujące formą i orzechowym smakiem złamanym pomidorową słodyczą. Dobrze wypadł też sum, który we wspomnianym piecu spędził nie więcej niż kilka minut, a podawany jest tutaj z aksamitnym puree ziemniaczanym i mizerią. Prosto i pysznie.

Orkiszowe kaszotto z lubczykowym pesto i suszonymi pomidorami to danie od pierwszego kęsa polaryzujące opinię. Ja nie przepadam za lubczykiem w dużych ilościach, więc mnie nie przekonało, ale na pewno warto je docenić ze względu na wykorzystanie tego nietypowego zioła. Dopracowania zdecydowanie wymaga druga wegetariańska propozycja, czyli cukinia z pieca, której zabrakło wyrazistości.

Kropką nad „i” w menu restauracji Malarska 25 są desery – zaskakujące i zapadające w pamięć. Twaróg ślubowski z truskawkami, miętą i miodem to niesztampowa wariacja na temat sernika, natomiast lody szczawiowe z powodzeniem konkurować mogą z propozycjami z najlepszych rzemieślniczych lodziarni.

Nowej Malarskiej, już bez pizzy, ale z konkretnym pomysłem na siebie, na pewno warto dać szansę.

Malarska 25
ul. Odrzańska 24/29
12:00-22:00

Kasia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *