Nowa-stara Cegielnia: co się zmieniło?

Wrocławski klasyk po liftingu

W czasach studiów, kiedy głównym źródłem moich posiłków były targane ze Śląska słoiki i uczelniane stołówki, wizyta w Cegielni była jak święto. Z rzadka udawało mi się wysupłać z chudego portfela 20 złotych do wydania „na mieście”, ale kiedy tak się zdarzało, kroki moje i większości znajomych z roku (a przynajmniej ich damskiej części) zazwyczaj kierowały się właśnie na Więzienną.

cegielnia_menu

Z naszej perspektywy nie było nic lepszego niż tutejsze zapiekane makarony, tosty no i oczywiście ogromne porcje sałatek, koniecznie w zestawie z obrzydliwie słodkim, zalanym baterią soków kuflem Piasta. Fascynacja Cegielnią skończyła się krótko po studiach, bo wtedy niskie ceny nie były w stanie zrekompensować absurdalnie długiego oczekiwania na miskę sałatki, cierpiętniczych min obsługi i tradycyjnego braku możliwości płacenia kartą. Kiedy pensja zastąpiła kieszonkowe mogłam też poszerzyć horyzonty gastronomiczne i przekonać się, że to, co uważałam tu za świetne było w najlepszym wypadku do zaakceptowania. Wyjątkiem są sałatki, które choć tradycyjnie wyczekane (standard to 40 minut), zawsze były smaczne.

Kiedy więc doszły mnie słuchy, że Cegielnia się zamyka, przyjęłam to bez żalu i z myślą, że to w sumie dobry ruch, bo z tym menu i taką jakością obsługi nie dorastają do pięt nowej konkurencji. Wrocław bez Cegielni nie obył się długo, bo po zaledwie paru miesiącach wróciła – w nowym miejscu, z nowym wystrojem i lekko zmodyfikowaną kartą. Z jakim skutkiem?

Zacznijmy od lokalizacji – kameralną ulicę Więzienną zastąpiło gwarne skrzyżowanie ulic Świdnickiej i Ofiar Oświęcimskich. Z punktu widzenia właściciela lokalu, lepsze miejsce trudno sobie wymarzyć. Konkurencji w ścisłym sąsiedztwie wprawdzie nie brakuje, ale w końcu sława Cegielni działa jak magnes i to nie puste słowa, bo gdy zajęłyśmy swoje miejsca, pokaźny ogródek był niemal pełny.

4

Wnętrze Cegielni pozostało ceglane, ale dziś wygląda znacznie lepiej. Lokal jest zdecydowanie jaśniejszy i nowoczesny, meble wciąż drewniane, ale lżejsze, klosze-bańki przykuwają wzrok, a na antresoli można znaleźć spokojny kąt i spędzić wieczór nad lampką wina albo drinkiem, których w tutejszej karcie jest cała masa. Poza nimi są też rozmaite, alkoholowe dzbany, w tym kilka rodzajów ponczów, które już samym opisem mogą wpędzić w kaca. Przykładem niech będą „dzban dyrektora” z wódką, winem musującym oraz białym i „dzban torreadora” z wódką, energetykiem i winem musującym.

Ale do meritum, czyli karty. Nie zmieniło się wiele – sałatki, makarony i tosty pozostały, ale pojawiło się kilka nowości, na których postanowiłyśmy się skupić. „Nowe” reprezentowały buła maślana z policzkami wołowymi, karmelizowaną cebulą i gruszką czerwonym winie oraz ziemniaki z patelni z ziołami, które postanowiłam zamówić. Aga też postawiła na zapiekankę ziemniaczaną, ale po „poznańsku”, z kurczakiem, boczkiem, jajkiem, pomidorem, papryką, sosem śmietanowym i serem. Tu trzeba dodać, że nie ma śladu po zblazowanej obsłudze. Kelnerki są przemiłe, pomocne, uśmiechnięte i sprawnie ogarniają ogródkowy chaos.

Po złożeniu zamówienia byłyśmy gotowe na, lekką ręką, pół godzinki oczekiwania. Kiedy więc dania wjechały na stół po 10 minutach, byłyśmy w sporym szoku. Uwijają się w tej kuchni jak w ukropie, co jednak kiepsko wróżyło zwłaszcza mojemu zamówieniu.

cegielnia_bula

Cóż, rzucając się na nowości wyszłam jak Zabłocki na mydle, bo kanapka okazała się kompletną klapą. Bułka z rodzaju najtańszych z supermerketu, siekane policzki miękkie, choć kompletnie niedoprawione, a do marynowania gruszek użytko bardzo kiepskiej jakości wina, które oddało im głównie kolor i posmak czystego alkoholu. To jednak nie miało większego znaczenia, bo biorąc kęs czuje się przede wszystkim cebulę, ewidentnie smażoną przed przynajmniej paroma godzinami.

cegielnia_ziemniaki

1

Niewiele lepsze były przesolone ziemniaki z patelni, które też przed podaniem sp,ędziły sporo czasu w zimnym garnku. W tym wypadku o podawaniu ich na świeżo raczej nie mogło być mowy, ale chętnie poczekałabym dłużej, aż trochę się zrumienią, zamiast błyskawicznie zapiekać się w tłuszczu, którym były oblane. Najjaśniejszym punktem tej wizyty była zapiekanka Agi, która choć zrobiona na bazie tych samych ziemniaków, w towarzystwie dodatków i mięsa względnie się broniła. Mojego złego wrażenia nie naprawiła nawet lemoniada, która wiele obiecywała prezentacją, ale okazała się ni mniej ni więcej wodą z sokiem z cytryny. Cukru w tym równaniu zdecydowanie zabrakło.

cegielnia_lemoniada

[Aga] Po pierwszej, niezbyt udanej wizycie, Cegielnię odwiedziłyśmy raz jeszcze, tym razem w celach wyłącznie alkoholowych. I to okazało się strzałem w dziesiątkę, bo lokal posiada doprawdy bogatą, ale przy tym smaczną kartę alkoholi. Dla mnie na plus są przede wszystkim drinki, które podane w sporych szklankach zachowują dobre proporcje oraz smak i nie są przesadnie drogie (ok. 15 zł za ponad 300ml).

Jakie więc wnioski?

Na plus: nowa lokalizacja, wystrój i obsługa
Na minus: jedzenie, a przynajmniej nowości z karty

Mimo to nie mam większych wątpliwości, że nowa-stara Cegielnia świetnie sobie poradzi, a ludzie, jak kiedyś, będą przychodzić tu tłumnie. W większości niewysokie jak na ścisłe centrum ceny zrekompensują smakowe niedoróbki, zwłaszcza jeśli zamówione danie podlejemy czymś z karty alkoholi. Sama też pewnie będę tu wracać, ale co najwyżej na drinka i w poszukiwaniu smaku tych dawnych, świetnych sałatek…

Cegielnia Bistro, ul. Świdnicka 5

Kasia

1 thought on “Nowa-stara Cegielnia: co się zmieniło?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *