Recenzujemy

Osiem misek zakotwiczyło: jak smakują stacjonarnie?

Szykujcie pałeczki!

– Koniecznie musisz tu wpaść, jest przepysznie, chyba najlepszy foodtruck we Wrocławiu – prawie każda rozmowa o ośmiu miskach z osobami, które próbowały tutejszych dań, kończy się lawiną komplementów i poleceń. Mimo tego i sporego stażu trucka na wrocławskiej gastro-mapie, te opinie udało mi się zweryfikować dopiero dziś, w towarzystwie Agi i Wojtka, gdy Miski otwarły się stacjonarnie. Jak było?

Osiem misek przecierało foodtruckowe szlaki dla innych i, jeśli wierzyć fanom, konsekwentnie trzyma poziom, czego najlepszym dowodem jest niedawne otwarcie ich lokalu przy ulicy Włodkowica. Osiem misek to nazwa związana z pierwotną koncepcją menu składającego się z 7 stałych i jednego zmiennego dania. Menu trucka trudno nazwać spójnym, bo z jednej strony mamy tu makarony po włosku, z drugiej ramen i pad thai, a między nimi amerykańskie buły z szarpanym mięsem. Z menu lokalowego wypadły propozycje włoskie, a kuchnia skupiła się na azjatyckich hitach i długo pieczonym mięsie. Nie wypijemy tu alkoholu, ale (bardzo zacne) piwo można przynieść z Ale Browaru po sąsiedzku.

dsc07702

Do ośmiu misek trafiliśmy w drugim dniu działalności, a więc w okresie bardzo gorącym, gdy powiększona załoga dopiero zbiera szlify. Niełatwa to sztuka, bo we wtorkowe popołudnie lokal był oblężony prawie jak japońskie metro, a nasza trójka musiała odczekać dłuższą chwilę najpierw w kolejce, a potem przy stoliku w oczekiwaniu na dania. Kelnerki przyjmują zamówienia indywidualnie, ale płacenie odbywa się po jedzeniu przy kasie ustawionej blisko drzwi, co zdecydowanie usprawnia regulowanie rachunków.

Niewielkie wnętrze urządzono ciekawie, ale też oszczędnie – najbardziej wyrazistą ozdobą jest błękitny neon w bardziej „nastrojowej” części pomieszczenia zachęcającej, żeby nieco się zasiedzieć (choć nie na tyle, żeby utrudniać przepływ kolejki). Nasz stolik znalazł się po drugiej stronie, w dobrze oświetlonej i gwarnej części sali. Dominujące kolory to turkus i jasne drewno, a nad barem, za którym krzątają się kucharze, stworzono osłonę z tekturowych rulonów.

Jedzenie zaczęliśmy od talerza przekąsek (18 zł), zawierającego dwa rodzaje sajgonek, kawałki kurczaka w panierce panko, spring rollsa z krewetkami i sos octowy z dodatkiem imbiru, czosnku i papryczek. Sajgonki są jednymi z lepszych, które jadłam – chrupkie, ale zwarte, mocno napakowane aromatycznym farszem i sycące. Spring Rolls jest nieco za duży i nieporęczny, ale warto go zamówić ze względu na świetnie przyrządzone, mięsiste krewetki bez śladu charakterystycznej galaretowatości tego mięsa. Miłą niespodzianką był na pierwszy rzut oka prozaiczny kurczak w panko, bardzo soczysty i podkręcony smakiem sosu gastrique z chilli.

przystawki-osiem-misek

Po przekąskach na stół wjechała maślana bułka bao z szarpaną wieprzowiną i mnóstwem zieleniny (18 zł). Nie lubię tego określenia, ale trudno ująć to trafniej – ta kanapka to prawdziwy sztos. Za szarpakami nie przepadam, więc tylko poczęstowałam się daniem Wojtka, ale po pierwszym kęsie miałam ochotę zmienić własne zamówienie. W czym tkwi sekret tej kanapki? Jest ich kilka. Z pewnością w robionej na parze bułce, konsystencją i słodkością przypominającej czeskiego houskowego knedlika (to kolejny kosmopolityczny akcent w tutejszym menu), obłędnym, gęstym, lekko cytrusowym sosie i dobrej relacji między mięsem i świeżymi, chrupkimi dodatkami. Wieprzowina nie dominuje, ale harmonijnie łączy się z pieczywem, warzywami i orzeszkami ziemnymi. Ta kanapka to comfort food w najlepszym wydaniu, idealny na jesienną szarugę.

szarpak_osiem-misek

Kolejnym klasykiem ośmiu misek jest makaron pad thai (22 zł), w naszym wypadku serwowany z marynowanym kurczakiem oraz tofu i nerkowcami. Do każdej porcji dodawana jest także niewielka sałatka. To mocno aromatyczne i przede wszystkim niesamowicie sycące danie. Nie skąpiono poprawnie przyrządzonego kurczaka i przełamujących jednorodną konsystencję orzechów nerkowca. Pad Thai jest mocno przyprawiony, dość słony, a smaki równoważy orzeźwiająca sałatka z wiosennych warzyw. Podstawowa wersja nie powala ostrością, tę jednak można regulować podczas zamawiania. Małym minusem był nieco zbyt miękki makaron.

pad-thai_osiem-misek

W karcie znajdziecie też pierożki gyoza (miska jiaozi, 21 zł), tradycyjnie przyrządzane dwuetapowo – najpierw przysmażane, a następnie gotowane na parze. W miskowych gyozach znalazł się farsz z wieprzowiny, tofu, sezamu, pora i grzybów mun, a do nich serwowany jest octowy sos w dwóch wariacjach. Mocno napakowane farszem pierożki są równocześnie zwarte i sprężyste, więc łatwo dają się jeść pałeczkami. Dodatki w nadzieniu współgrają świetnie, ale posmak sezamu był bardzo intensywny i po kilku kęsach zdecydowanie zdominował resztę składników. Całość jest sycąca, ale też lekko przytłaczająca, więc radziłabym dobrać do pierożków nie sos na bazie czosnku, na który się zdecydowałam, ale drugi, cytrusowy, bo nuta świeżości zdecydowanie dobrze im zrobi.

gyoza-osiem-misek

Choć każdy z nas był syty, nie mogliśmy odmówić obie deseru (14 zł). Brownie ze smażonym bananem i nutellą z nerkowców i kokosa to kombinacja perfekcyjnie wpisująca się w orientalne menu, ale na miejscu kucharza dałabym sobie spokój z nieco przyciężkim brownie. Chrupki na zewnątrz i kremowy w środku banan, krem z nerkowców i sos z mango zdecydowanie wystarczą, a okruchy czekoladowego ciasta widziałabym w roli dodatku służącego przełamaniu delikatnych smaków.

[Agi zdanie odrębne: brownie było pyszne!]

brownie_osiem-misek

Co tu dużo mówić – z wizytą w ośmiu miskach zwlekałam zdecydowanie za długo. Ich twórcy bez dwóch zdań znają się na gotowaniu i kuchni, którą tworzą, a spod ich rąk wychodzą dania dopieszczone i dograne w każdym szczególe, co w harmidrze pierwszych dni działania jest godne najwyższego podziwu. Jedyne, co nieco mnie niepokoi, to lekkie skojarzenia z Piecem na Szewskiej, lokalem równie świetnym we własnej, kulinarnej klasie, ale z gwarnym klimatem zniechęcającym do siedzenia w nim dłużej, niż to konieczne. Mimo to mam nadzieję, że kolejki z czasem nieco się rozładują, a spokój kuchni spłynie na salę i gości urzeczonych tutejszym jedzeniem.

osiem misek
ul. Włodkowica 25

Kasia

4 komentarze
  1. Ana 5 lat ago

    Uświadomcie mnie, jakie osiem misek miało/ma makarony po włosku? I ich słynna buła moim zdaniem połączeniem smakowyn zmierza zdecydowanie w stronę Azji niż Ameryki, także myślę że w tej kwestii menu jest dość spójne;)

    Reply
    • Kasia
      Kasia 5 lat ago

      No jeśli chodzi o kuchnię włoską, to na stronie http://www.osiemmisek.pl w opisach misek jest miska włoska 🙂 A jeśli chodzi o buły, to dzięki przyprawom szarpaki na pewno mają azjatycki charakter, ale danie jest rdzennie amerykańskie, po prostu.

      Reply
  2. Katia 5 lat ago

    Od kiedy Osiem jest przy Borowskiej regularnie tam bywam i nigdy nie zaliczyli wpadki.
    Na Włodkowica jeszcze nie byłam ale z pewnością ich odwiedzę by porównać czy tak samo dobrze sobie radzą jak w foodtrucku.
    Super, że i Osiem misek wzięłyście pod lupę :).

    Reply
  3. zoila 5 lat ago

    18 zł za maślanego klasyka? Kurczaki, na Borowskiej płacę 9 zł.
    Co do strony – od daaaaaawna jest nieaktualna, chyba od czasów, gdy Miski przeniosły się ze Szklarskiej do Wrocławia.

    Reply

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Może zainteresuje Cię również