Plastrami: kanapka, po której nie rzucisz mięsem

Streetfoodowe odkrycia

Pastrami, a więc mięsna uciecha popularna za Oceanem, znalazła swoich wielbicieli również we Wrocławiu. Delikatna wołowina podawana w klasycznej wersji z musztardą i piklami cieszy podniebienie pod warunkiem, że przyrządza się ją z niezwykłą starannością. Jak udaje się to nowemu wrocławskiemu streetfoodowi, Plastrami?

Plastrami wciąż każe czekać na stałą miejscówkę kusząc smakoszy zdjęciami potraw na swym fanpage’u. By trochę zaspokoić apetyty wyczekujących, przedpremierowo stoisko Plastrami pojawiło się na Gastro Nockach, streetfoodowej uczcie odbywającej się od niedawna cyklicznie w klimatycznej przestrzeni Dworca Świebodzkiego. Plastrami to koncept bazujący, a jakże, na kanapkach z pastrami.

Choć pastrami zasmakowało mi od pierwszego spotkania, wiedzę na jego temat zgłębiłam dopiero ostatnimi czasy. Większość kojarzy mięso z nowojorską gastronomią, a tymczasem początkowo było przyrządzane w tej formie na obecnych terenach Turcji, Rumunii oraz Węgier. Pracochłonny i długi czas konserwowania mięsa był metodą na wydłużenie jego przydatności do spożycia. Z czasem okazało się, że to też doskonały sposób na wydobycie z wołowiny tego, co najlepsze.

Na Gastro Nockach Plastrami zaproponowało gościom kilka kanapek mających pokazać, czego będzie można się po nich spodziewać już wkrótce. Sandwicze w cenie około 20 złotych każdy (najtańsza wersja to wege, z serem i żurawiną) mają jedną niezaprzeczalną zaletę – pieczywo. Wypiekane na własny użytek zachwyca wysoką jakością, chrupkością oraz lekko maślanym smakiem. I choć oryginalnie kanapka pastrami podawana jest zazwyczaj z chlebem żytnim, apetyczna pszenna bułka stanowi tu strzał w 10.

Kanapka z pastrami (22 zł) jest też najbardziej udaną propozycją, jaką miałyśmy okazję tego dnia przetestować. Mięso było aromatyczne, odpowiednio słone i przyprawione, poprawna była także jego struktura. Zgrabnie łączyło się z kwaśną kapustą, mlecznym cheddarem, wyrazistym sosem rosyjskim i wspomnianą wcześniej wyjątkowo udaną bułką. Jedyne zastrzeżenie jakie mamy też do wszystkich innych dań: nazwa Plastrami sugeruje, że właśnie w formie plastrów mięso będzie podane. Tymczasem większości propozycji (poza prezentowanym niżej Reubenem) bliżej do tzw. szarpaków, co nie wszystkim może odpowiadać.

Druga pod względem zgrabnej kompozycji była kanapka z kaczką (22 lub 23 złote, zapomniałyśmy zanotować!). Połączenie miękkiego, przyjemnie doprawionego mięsa, majonezu, kiełków, jabłka oraz groszku było całkiem udane, ale my nadal nie jesteśmy wielkimi fankami szarpanego mięsa. To kaczka powinna grać tu pierwsze skrzypce, a rozdrobnienie mięsa sprawiło, że dodatki nieco ją przyćmiły.

Ostatnią i nie bez powodu umieszczoną na tym miejscu kanapką jest Ella Mozarella (18 zł), a więc propozycja panierowanego sera mozarella z sosem żurawinowo-różanym. Niestety, zaserwowane danie całkiem się nie udało – ser dosłownie “popłynął” i formą przypominał cieniutkiego schabowego obficie potraktowanego panierką. Tym bardziej zdeterminowanym, którzy chcieliby wychwycić jego smak, skutecznie uniemożliwi to żurawinowo-różany posmak, całkowicie zabijający inne składniki. Kropką nad i jest natomiast dodanie zielonej fasolki szparagowej do całej kompozycji – fantazja fantazją, ale dlaczego fasolka?

Sprawę nieco uratowało dobranie do zestawu frytek (4 zł), które może nie były najlepszymi jakie w życiu jadłam, ale przyjemnie chrupały i osładzały rozczarowanie serową kanapką. Zamiast standardowego sklepowego ketchupu życzyłabym sobie jednak w przyszłości dodanie autorskiego sosu.

Mimo wpadki w zakresie sera, Plastrami nieźle rokuje. Plusuje własnym dopracowanym pieczywem i dbałością o jakość i odpowiednie przygotowanie mięsa. I może to przy nim warto byłoby pozostać.

Aga

2 thoughts on “Plastrami: kanapka, po której nie rzucisz mięsem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *