Rok na talerzu. Nasz całkiem subiektywny Top

Co kulinarnie odkryłyśmy w tym roku?

Gdy rok temu rozpoczynałyśmy swą przygodę z blogiem, miałyśmy niewielkie oczekiwania. Chciałyśmy, żeby odwiedzał go ktoś więcej niż tylko nasze Mamy i znajomi (choć to, że czytają do dziś, doceniamy tak samo jak na początku!) i by udało nam się zachować początkowy zapał do blogowania. I choć z regularnością bywa różnie, to rok po starcie nie żałujemy niczego – czasu poświęconego na pisanie i zgłębianie naszej wiedzy, niezapomnianych wrażeń, cennych znajomości, a przede wszystkim smaków, które odkryłyśmy. I tak w rok po starcie każda z nas przygotowała swój subiektywny top smakowych wrażeń, które zachwyciły nas w minionym roku.

Smakowy Top Agi

1. Sałatka Cezar – Olszewskiego 128
Nieprzypadkowo umieszczam ją na początku mojej listy. Wydawać by się mogło banalna kompozycja skradła moje serce na tyle, że wciąż wspominam ją z rozrzewnieniem. Perfekcyjnie skomponowana, prosta, acz urzekająca. Kwintesencja smaku.

2. Tarta z kremem dyniowym i serem kozim, chili oraz chipsem z pomarańczy i solonym karmelem – Alyki
Kontrowersyjny deser zaserwowany w jesiennej edycji Restaurant Week swą kontrowersyjność zawdzięcza temu, że… nie był słodki. Połączenie kremu dyniowego, sera koziego i solonego karmelu okazało się na tyle fascynujące, że bez trudu przyćmiło inne desery, które jadłam w minionym roku. Słodkie, acz bez niepowtarzalnego charakteru i dozy fantazji, której nie można odmówić szefowi kuchni Alyki.

3. Flat white – Panato
Większość moich znajomych wie, że bez kawy staję się nieznośna i dla świętego spokoju wszystkich wokół, lepiej mi tę kawę w końcu zaaplikować. Odkąd już wiem, jaką kawę lubię najbardziej, gdzie tylko mogę, zamawiam flat white (podwójne espresso z mlekiem). Ta w Panato przypadła mi do gustu najbardziej w połączeniu z leniwą atmosferą panującą w lokalu i wyczuwalną familiarnością. Taką kawę lubię i polecam najchętniej.

4. Kaczka w słoiku – Marina
Eksplozję smaków zafundowała nam też Marina podczas letniej edycji Culinary Fest. Niepozorny słoik skrywał bowiem doskonale przemyślaną kompozycję, która na długo pozostawała w pamięci. Życzę sobie, by kolejne edycje festiwalu przyniosły dania przynajmniej na takim poziomie.

5. Pizza – Piec na Szewskiej
Choć moją listę mogłabym jeszcze kontynuować, to kończę ją pizzą, którą cenię na równi z Happy Little Truck, Piec jednak zwyciężył ze względu na większą liczbę smakowych wariacji. Pyszne ciasto i duży plus za pizzę z Nutellą, która choć stanowi nieoczywiste połączenie, rozłożyła mnie na łopatki. Tak więc gdy tylko Piec na Szewskiej na dobre zakończy utarczki słowne ze swoimi klientami, chętnie wrócę, by znowu rozsmakować się w pysznej włoskiej pizzy.

Smakowy Top Kasi

1. Śliwkowe tiramisu z kremem i galaretką kawową w My Corner

My Corner to bez dwóch zdań moje smakowe odkrycie roku – restauracja, do której z pewnością będę wracać i którą z ręką na sercu mogę polecić każdemu. W zasadzie wszystko, co serwuje tutejsza kuchnia mnie zachwyca, ale szczególnym sentymentem darzę absolutnie boskie desery, świetnie zbalansowane, łączące nieoczywiste smaki i niezmiennie zachwycające. Do tej pory nie zjadłam deseru, który choć zbliżyłby się do wrażenia, które wywarło na mnie to bezbłędne, śliwkowo-kremowe tiramisu.

2. Tacos z chilli con carne w Tacos Locos

Po tym doświadczeniu, z mojego punktu widzenia wszystkie wrocławskie burgerownie mogłyby przestać istnieć. Tacosy z Tacos Locos to moja nowa, fast-foodowa miłość, dorównująca tylko pizzy. Pyszny, lekki placek, świetnie doprawione chilli con carne, wyraziste dodatki, a  do tego  przystępne ceny i pomysłowo urządzony lokal – czego chcieć więcej?

3. Risotto z orzechami włoskimi, palonym masłem i jabłkiem w Dinette

Risotto było pierwszym daniem, które zjadłam w Dinette i tutejsi kucharze do dziś są mistrzami w jego przyrządzaniu. Orzechowa wersja była dla mnie kulinarnym objawieniem, a trzeba dodać, że przy okazji tej degustacji konkurencja była naprawdę spora. Choć Di lekko mnie rozczarowało, Dinette to już kulinarna instytucja i synonim dobrego smaku, pod każdym względem. Oby w nowym lokalu poziom się utrzymał, a nawet podwyższył – z chęcia to sprawdzimy.

4. Pasztet z gęsich wątróbek w Barbarze

Degustacja w Barze Barbara była chyba najbardziej udaną i zarazem zaskakującą spośród wszystkich, w których uczestniczyłyśmy. Do tamtej pory sądziłam, że jedzenie w tym miejscu to kwestia zdecydowanie drugoplanowa, ale przesunięte na plan pierwszy naprawdę zachwycało. Za tym pasztetem z wątróbki (której normalnie nie jadam za żadne skarby), podanym w kruchej foremce z winną cebulą wzdychałam długo i pozostaje żałować, że ani on, ani inne zaserwowane nam dania nie weszły do stałego menu Barbary. Może kiedyś?

5. Placki z batatów w sosie dyniowo-porowym w Lesie

Na koniec wracam do początku, czyli do jednej z naszych pierwszych degustacji, która zostawiła po sobie bardzo dobre wspomnienia. Placki ziemniaczane to dla mnie klasyczny comfort food, a zrobione z batatów, z  dodatkiem dyni i pora  skutecznie poprawiły mi humor. W prostocie siła, więc mam nadzieję, że Las zachowa je w menu na stałe i zafunduje mi podróż sentymentalną przy kolejnej wizycie.

Czego nauczył nas ten rok? Że w dobrym towarzystwie wszystko smakuje lepiej, cena i smak najczęściej (choć nie zawsze) idą w parze, a największe zachwyty spotyka się tam, gdzie najmniej się ich spodziewamy. W kolejnym roku życzymy sobie poszerzyć smakowe horyzonty i mamy nadzieję, że, Drodzy Czytelnicy, zechcecie przeżywać z nami kolejne zachwyty i rozczarowania – tych ostatnich i sobie i Wam życzymy jak najmniej.

Kasia i Aga

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *