Recenzujemy

Think Love Juices & Vegan Food: wszystkie kolory weganizmu

Wegańskie to i owo w Ovo

Czasy, gdy wegetarianie czy weganie mogli w „tradycyjnych” lokalach zamówić co najwyżej fryty i sałatę, bezpowrotnie odeszły do lamusa. Obecna wege rewolucja sprawia, że ci, którzy świadomie rezygnują z produktów pochodzenia zwierzęcego mogą przebierać w knajpach oferujących domowe obiady, fastfoody czy „fancy” przystawki. Po szumnym otwarciu, postanowiłyśmy już na spokojnie odwiedzić modne Think Love Juices & Vegan Food mieszczące się w budynku Ovo. W odkrywaniu wege smaków towarzyszyła nam tym razem Magda z bloga Z widelcem po Wrocławiu.

Niewielkich rozmiarów lokal Think Love Juices & Vegan Food jest drugim oddziałem warszawskiego pierwowzoru, będącego konceptem modelki Anny Jagodzińskiej. Knajpka sąsiaduje ze sporej wielkości siłownią, częstymi gośćmi są zatem ci, którzy wpadają tu przed lub po treningu. W środku jest jasno, co nietrudno osiągnąć przy całkowicie przeszklonym pomieszczeniu. Przytulności dodają poduszki z owocowymi motywami, liczne kwiaty podkreślają natomiast naturalny charakter wnętrza. Nad ladą można zapoznać się z ofertą soków czy smoothies, na stolikach zaś znajdują się karty ozdobione w uroczy kwiatowy wzór.

Testowanie w większym gronie ma tę zaletę, że bez trudu zamówić można więcej pozycji z menu. Decydujemy się więc na lemoniadę (12 zł), kawę mrożoną z mlekiem roślinnym (15 zł), chipsy z jarmużu (10 zł), krem z pomidorów z wegańskim parmezanem (15 zł), burgera jaglanego (32 zł), sałatę ciecierzycę (25 zł), a także dwa desery – bounty (14 zł) oraz budyń gryczany z karobem (14 zł).

W pierwszej kolejności na naszym stole lądują napoje i desery. Kawa mrożona na mleku migdałowym smakuje bardzo dobrze, lekko wyczuwalna słodycz mleka podkreśla goryczkę kawy. Kawa jest propozycją fit, bo nie doświadczy się w niej ciężkich lodowych kul, dodawanych zazwyczaj w kawiarniach. Na upał jak znalazł, bez obciążania żołądka.

Fani owocowych napojów mają w czym wybierać – w karcie Think Love Juices znajdziecie kilkanaście takich pozycji, tworzonych według autorskich receptur. Kasia tradycyjnie wybrała lemoniadę doprawiono syropem klonowym i pieprzem cayenne. Dodatek pieprzu podkreśla orzeźwiający charakter całości, ale cytryna całkowicie przykryła smak syropu. Jeśli jednak nie lubicie słodkich lemoniad, ta powinna przypaść Wam do gustu.

Desery w słoikach to wyjątkowo modne, ale i wygodne rozwiązanie. Zdecydowanie korzystniej zaprezentował się budyń przyrządzony na bazie kaszy gryczanej, mleka kokosowego, z dodatkiem karobu i syropu klonowego. Przyjemny mus z dodatkiem chrupiących orzechów zarówno w smaku, jak i konsystencji przypominał lekki deser czekoladowy podkreślony kokosową nutą.

Konsystencją nie zachwycił za to drugi deser, czyli znane i lubiane bounty. Mocno kokosowa słodkość straciła nieco swych walorów przez zbyt późne wyjęcie z lodówki. Umiarkowanie słodkie bounty wzbogacono o kaszę jaglaną, dzięki czemu stało się bardziej sycące. Wciąż skłaniamy się jednak ku deserowi numer 1.

Zdrową i smaczną przekąską były zamówione przez nas chipsy z jarmużu, przygotowane wyłącznie z dodatkiem soli, podane z sosem aioli. Chipsy przyjemnie chrupały, sos podkręcał ich smak, ale był zbyt gęsty, przez co jedzenie go z kruszącym się jarmużem nie było prostym zadaniem. Polecam tę przekąskę zwłaszcza wszystkim tradycjonalistom i niedowiarkom powątpiewającym, że może być coś równie smacznego, co ciężkie i tuczące chipsy ziemniaczane.

Zdecydowanie udany był zamówiony przez Magdę krem z pomidorów z wegańskim parmezanem. Jak w wielu propozycjach Think Love Juices & Vegan Food także i tutaj dodano mleko kokosowe, co pozwoliło przełamać kwaskowatość pomidorów. Całość zgrabnie połączono parmezanem, a przyjemnie chrupiące pestki słonecznika tylko podkreślały naprawdę smaczny krem.

Nie byłabym sobą, gdybym nie zamówiła burgera, do których mam sporą słabość. Ten tutaj to połączenie między innymi kaszy jaglanej, awokado, hummusu i rukoli. Niezwykle udana była pszenna bułka z sezamem, która miło chrupała, ale nie była spotykaną często „nadmuchaną bułą”. Kotletowi zabrakło nieco soli, ale burger to przekrój słonych, słodkich i lekko ostrych akcentów, które zebrane w całość pozwoliły mi zapomnieć o tym, że w burgerze zazwyczaj liczy się przede wszystkim mięso. Podane do tego frytki z batatów mogłyby być bardziej chrupiące, ale w towarzystwie znanego już wcześniej sosu smakowały całkiem dobrze.

Sałatka z ciecierzycą jest jedyną w karcie, w której znajdziecie przetworzone składniki, w tym wypadku pieczonego batata. Do niego w sporej misie dołączyła ciecierzyca w przyprawach, zielone ogórki, rwana sałata rzymska i wspomniane wcześniej wegańskie aioli. Składniki dobrze się komponowały, ale brakowało im przełamania, chociażby podkręcenia aioli odrobiną słodkiej papryki. Bardzo dobrym posunięciem było za to zaserwowanie sałatki z cząstkami limonki, która dodała jej wyrazu.

Think Love Juices & Vegan Food to jedno z tych modnych miejsc, w którym zapewne niektórzy będą bywać ze względu na to, że wypada. Ceny nie należą do najniższych, ale pozycje w menu wydają się być przygotowane uczciwie ze składników, które również w większości nie są najtańsze. To może nie miejsce, w którym będziemy często bywać, ale z chęcią wpadniemy tu jeszcze kiedyś na słoikowy deser, chrupiący jarmuż lub przepyszny krem z pomidorów.

Think Love Juices & Vegan Food
ul. Podwale 83 (Budynek OVO)

Aga

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Może zainteresuje Cię również