Włoszczyzna: hastowe powroty + nowe menu

Powroty po niespełna dwóch latach

Niepostrzeżenie nadeszła wiosna, wciąż jeszcze mocno kapryśna, a wraz z nią małe hastowe podsumowania. Za dosłownie kilka dni nasz blog (a właściwie to my, sprawczynie całego zamieszania), świętować będzie drugie urodziny. Z tej okazji postanowiłyśmy sprezentować sobie rewizyty w wybranych knajpkach, w których w 2015 roku w pocie czoła tworzyłyśmy swe pierwsze blogerskie relacje. Jednym z takich miejsc jest Włoszczyzna.

Musimy przyznać, że z dużym smutkiem odnotowałyśmy fakt, jak wiele miejsc odwiedzanych przez nas w 2015 roku zakończyło już swą działalność – gdzie Las, gdzie przytulne bistro Friends, gdzie Art of Living? Włoszczyzna jednak tkwi na posterunku, a ponowna weryfikacja jej kuchni niesamowicie nas ciekawiła. Podobnie jak niezmiennie piękny widok zza okna.

Z początkiem swego funkcjonowania Włoszczyzna eksperymentowała ze smakami, umieszczając w menu zarówno burgery, pizze, dania główne, jak i… gruzińskie chaczapuri. Minęły niespełna 2 lata, misz-masz w menu pozostał, ale z większą spójnością – bez gruzińskich akcentów, w bezpiecznej konwencji łączenia odważniejszych smaków z dobrze znaną klasyką. W końcu to restauracja w centrum handlowym, więc dania “bez udziwnień” są tu mile widziane. Prócz powrotów sentymentalnych, pretekstem do odwiedzenia Włoszczyzny było wprowadzenie nowego menu. Tym też kierowałyśmy się wybierając swoje dania.

Na początek lemoniada, a wraz z nią miła niespodzianka: prócz dostępnych opcji, lemoniada może być także przyrządzona wedle inwencji barmana. Ta, którą otrzymałyśmy była połączeniem jabłka i pomarańczy z naturalnymi syropami cukrowymi. Efekt? Słodki i orzeźwiający napój przywodzący na myśl bezalkoholową tequilę sunrise. Dobry początek, a litr tego smakołyku kosztuje tylko 13 zł.

Kolej na przystawki. Ja zdecydowałam się na zupę krem z kasztanów i pasternaku z dodatkiem delikatnej ricotty i orzechów (15 zł), Kasia wybrała focaccię z dipem groszkowym i aioli (również około 15 zł). Krem z kasztanów był niesamowicie sycący za sprawą swej bardzo gęstej konsystencji. Kilka pierwszych łyżek było ciekawym doświadczeniem, ale nie sposób zjeść całą porcję. Słodkawy krem podkręcić miały orzechy, a ser dopełnić całkowitego wrażenia. Wyszło zbyt ciężko i przytłaczająco.

Focaccia w wersji przystawki to tak naprawdę porcja odpowiadająca daniom głównym. Grube kawałki smakowicie doprawionego i przyjemnie chrupkiego pieczywa doprawionego solą i rozmarynem podano z aioli i musem groszkowym. O ile aioli dostaje od nas sporego plusa za apetyczną konsystencję i dobre zgranie z włoskimi plackami, o tyle dip groszkowy nie skradł naszych serc. Był w zasadzie mdławą, groszkową pastą bez niemal żadnych przypraw, któremu zdecydowanie przydałaby się kwaśna nuta lub odrobina śmietany dla poprawy konsystencji.

Czas na dania główne. Gdy Kasia zadecydowała, by zamówić sałatkę, zażartowałam, że wiosna i fit, to i sałatki w modzie. Kilkanaście minut później parsknęłam śmiechem widząc porcję “fit sałatki”. Szynka parmeńska, śliwki, camembert, orzechy wloskie, rukola i vinegrette + solidna porcja pieczywa (27 zł) tworzą naprawdę treściwe danie główne.

Mnogość składników grała ze sobą naprawdę dobrze, choć winegretowi na bazie francuskiej musztardy zabrakło wyrazistości i absolutnie ginął w nawale innych składników. Na przyszłość warto jednak pomyśleć nad zmianą dostawcy szynki parmeńskiej. Nasza ulubiona rozchodzi się w dłoniach niemal jak masło, a tutejsza, do tego podawana w sporych plastrach, jest nieco zbyt twarda. Całości dopełniało chrupiące pieczywo z puszystym, niesolonym masłem, które można było doprawić samodzielnie. Konia z rzędem temu, kto bez trudu wciśnie w siebie pełny sałatkowy talerz.

Ja jako bezgraniczna wielbicielka pizzy często szukam pretekstów, by móc zamówić ją bez wyrzutów sumienia. Tutaj wyrzutów nie było, bo w wiosennym menu zagościły nowe pizze autorskie. Suszony pomidor to zgodnie z nazwą pizza z suszonymi pomidorami, delikatną ricottą i ostrym salami picante. Dobrze wypieczony placek ma cieniutkie ciasto przywodzące na myśl podpłomyk – to dobrze, bo to składniki grały tu pierwsze skrzypce. Kwaskowaty sos pomidorowy, słodka ricotta, ostre salami i aromatyczne pomidory – wszystko to tworzyło całość tak spójną i smaczną, że nie sposób było nie zjadać jej kawałek po kawałku. Porównując ją z pizzą, którą jadłyśmy tu dwa lata temu, na myśl przychodzi tylko jedno: chapeau bas.

Wizyta we Włoszczyźnie wprawiła nas w doskonałe nastroje i mimo kilku niedociągnięć pozostawiła z wrażeniem, że właśnie zjadłyśmy smaczny i uczciwy względem proporcji jakości do cen posiłek. Czy tyle nie wystarczy, by chcieć znów wrócić?


Włoszczyzna

ul. Świdnicka 40
Dom Handlowy Renoma 3 piętro

Aga

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *