Ojami: cuda z pudełka

Czyli gotowanie dla opornych

Śpiewać każdy może, ale nie każdy powinien, głosi popularne powiedzenie i w zasadzie identycznie rzecz ma się z gotowaniem. Niektórzy mają do niego dryg, a inni potrafią wyłożyć się na smażeniu jajecznicy czy odgrzewaniu mrożonej pizzy. Jest też trzecia grupa, do której zaliczam się sama – lenie, które gotują sporadycznie, bo na co dzień po prostu absolutnie nie mają na to sił, ochoty i czasu. W efekcie bez skrupułów stołują się na mieście i potem jęczą nad pustkami w portfelu.

Odpowiedzią na brak talentu i ochoty w dziedzinie gotowania są boksy kulinarne, w których znajdziemy wszystkie składniki do stworzenia gotowego dania według dołączonego przepisu. Ich twórcy obiecują proste, łatwe i przyjemne gotowanie, ale nie zawsze obietnicy dotrzymują, co pokazał nam OnlyCook – koncept na pewno ciekawy, ale z pewnością nie dla mających mało czasu i minimum umiejętności. Takim osobom do gustu zdecydowanie bardziej przypadnie boks Ojami, który testowałyśmy kilka tygodni temu.

Powiedzieć, że gotowanie z tym boksem jest proste, to nic nie powiedzieć. Zwłaszcza, że do przygotowania dostałyśmy nie byle co, a ramen, czyli potrawę z kategorii trudnych i czasochłonnych, jeśli przygotowujemy ją od absolutnych podstaw. Robienie go z Ojami jest pod każdym względem banalne. W paczce dostajecie gotowy, doprawiony już bulion i przyrządzony, skąpany w marynacie boczek, kilka przypraw, grzyby, makaron, jajo i składniki do dekoracji. Przygotowanie całości dania, na co składa się podsmażenie składników, zalanie ich bulionem, dodanie mięsa, doprawienie i ugotowanie jaja zgodnie z instrukcjami zajmuje nie więcej niż 20 minut. Pisząc te słowa sama nadal nie dowierzam, ale naprawdę, trudno o coś prostszego.

Jaki jest efekt? Wizualnie i smakowo absolutnie bez zarzutu – dobrej jakości półprodukty połączone zgodnie z przepisem tworzą naprawdę świetne, aromatyczne i pełne smaku danie. Koszt porcji, w założeniu przeznaczonej dla dwóch głodnych osób, to 40 złotych, co daje 20 zł za naprawdę sporą michę japońskiej zupy, czyli taniej niż w większości lokali, które ją serwują. Porównanie kosztu gotowego dania z robionym samodzielnie nie jest aż tak oczywiste, bo „cenę” robią tu przede wszystkim przyprawy, które kupione raz można stosować wielokrotnie – zakładając, że zechcemy ten kulinarny wyczyn powtórzyć.

Jedynym zgrzytem, jaki dostrzegłyśmy w tym ogólnie fajnym koncepcie są jaja, konkretnie jaja trójki, które zdecydowanie powinny zastąpić zerówki lub jedynki. Nie tylko ze względu na oczywiste przełożenie numerka na skorupce na dobrostan zwierząt, ale także dlatego, że za daniami, które oferuje Ojami, stoi mocna ekipa szefów kuchni o dużym doświadczeniu i renomie, w tym między innymi zdobywca Kulinarnego Pucharu Polski 2015 Roman Ratajczak czy posiadacz trzech czapek przewodnika Gault & Millau Michał Kuter. Swoimi nazwiskami ręczą za nie również nasi koledzy po piórze, czyli Magda Stanek i Mateusz Spurtacz z bloga MYTUJEMY oraz Maciej Blatkiewicz, autor bloga Wygrywam z Anoreksją. Taka ekipa ma gwarantować, że to, co powstanie po doprowadzeniu przepisu do końca będzie smaczne i nasz dwudziestominutowy ramen bez wątpienia to potwierdza.

Dużym plusem jest też wszechstronność dań, w wersjach wege i mięsnych, z zakres kuchni polskiej, europejskiej i azjatyckiej. Z Ojami, poza ramenem, przyrządzicie między innymi pad thaia, chilli sin carne czy swojski schab w śmietanie z ziemniaczkami – do wyboru, do koloru.

Można się spierać, czy twórcy Ojami nie poszli na skróty aż zanadto, maksymalnie upraszczając cały proces, ale zdecydowanie bronią się smakiem, i co ważne, pozwalają stworzyć posiłek o jakości restauracyjnej w krótkim czasie, niewielkim kosztem i we własnym domu.

Kasia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *