Recenzujemy

Żyzna: roślinny pewniak rozczarował [ZAMKNIĘTE]

Co się nie udało?

Pewne na tym świecie są tylko śmierć i podatki – nasze pierwsze spotkanie z Żyzną tę prawdę potwierdza. We wrocławskim światku wege tej nazwie zawsze towarzyszyły zachwyty i rekomendacje, zresztą powielane nie tylko z ust do ust, ale też w wielu mediach. Co więc poszło nie tak?

Pierwszy raz przymierzałam się do wizyty w Żyznej niedługo po otwarciu, ale do przejścia przez próg skutecznie zraził mnie wydobywający się zza drzwi smród spalonego oleju. I albo mam wyjątkowego pecha, albo też problemy z wentylacją są kolorytem lokalu, bo podczas naszej wspólnej wizyty sytuacja się powtórzyła.

Żyzna koncepcyjnie dobrze wpisuje się w zamysł wegańskiej knajpki z ambicjami. Nie ma tu roślinnych fasfoodów czy prób weganizowania dań znanych jako mięsne, ale autorskie i często zaskakujące kompozycje. Potwierdza to minimalistycznie urządzone wnętrze z dyskretnymi dekoracjami i plamami zieleni. W takim otoczeniu jedzenie zdecydowanie znajduje się na  pierwszym planie.

Na przystawkę zamówiłyśmy krem selerowo-pomidorowy z kaszą – gęsty, sycący i rozgrzewający. Sęk w tym, że nawet spora dawka pomidorów nie była w stanie zbalansować charakterystycznych ziemno-gorzkich nut selera, które zdecydowanie dominowały w smaku. Nie chcę dyskutować z założeniami tej potrawy, ale nie jestem fanką efektu końcowego.

W menu znajdowały się trzy dania główne, spośród których Aga wybrała steki z selera na ziemniaczanym puree z pieczonym czosnkiem, konfiturą z jabłek i karmelizowanej cebuli, selerem naciowym, białą fasolą, majerankiem i pestkami dyni (27 zł). Ja zamówiłam danie socca, czyli naleśnika z mąki cieciorkowej z pastą z ziemniaków, migdałów i czosnku, cukinią, brukselką, szpinakiem, oliwkami Kalamata i prażonym słonecznikiem. Mój zestaw w założeniu miał łączyć smaki słono-mączne z kwaśnymi i rzeczywiście tak było, ale znów – zawiodły proporcje. Kwaśnych nut spodziewałam się w sałatce z oliwkami, ale absolutnie nie w naleśnikach. W rezultacie kwas podbity czosnkiem przykrył wszystko, nie pozwalając wybrzmieć reszcie składników.

O entuzjazmie trudno mówić także w przypadku kotletów z selera. Były one, ni mniej ni więcej, kawałkami warzywa usmażonymi w panierce. Z kolei ziemniaczane puree okazało się rozwodnione i niedoprawione. W tej cenie należałoby spodziewać się czegoś więcej. Nie mamy w zwyczaju przekładać cen dań w restauracjach na koszt poszczególnych składników – delikatnie mówiąc, uważamy to za mało eleganckie. Tutaj jednak nie sposób o tym pomyśleć, mając na talerzu panierowane plastry selera, kopiec ziemniaków i drugi podobny fasoli. Całość jest ciężkostrawna i zbyt zwyczajna na tego typu lokal, a także na cenę.

Sytuację ratowało bardzo przyzwoite ciasto czekoladowe z lawendą, w punkt słodkie, intensywne i przyjemnie wilgotne. Bliżej niż do brownie było mu co prawda do swojskiego piernika, ale piernika bardzo smacznego, nie ustępującego na krok wersji przygotowywanej zwykle przez mięsożerców.

Oczywiście w przypadku smaków gusta są gustami. Sądząc po opiniach, do wielu kuchnia roślinna w takim wydaniu przemawia, ale nawet zamiłowanie do tejże nie tłumaczy cen, które dyktuje Żyzna. Prawie 30 złotych za talerz selera, ziemniaków i fasoli to gruba przesada, nawet uwzględniając wszystkie zmienne składające się na wycenę potrawy. Tyle samo kosztowały cieciorkowe naleśniki, ale przynajmniej w tym wypadku użyto składników z wyższej cenowej półki. To chyba najdroższa w mieście knajpka roślinna (obok Think Love Juice), a miałyśmy okazję jeść w niemal wszystkich, które na lokalnym rynku się liczą.

Żyzna blednie zwłaszcza w konfrontacji z naprawdę fenomenalnym Wilkiem Sytym. Tam ogromny talerz bajecznie kolorowej i naprawdę smacznej wege-strawy zje się za mniej (lub niewiele ponad) 20 złotych. Absurdem byłoby wymagać, żeby roślinne dania były wyceniane jak zestaw produktów z warzywniaka, ale zachowanie jakiejkolwiek relacji między ceną produktów i zrobionego z nich dania byłoby wskazane. Zwłaszcza, że większość lokali korzysta ze składników z natury tańszych, dostępnych lokalnie i sezonowo.

Żyzna nie jest naszą bajką – weganie w tym mieście zasługują na więcej.

Żyzna bistro
ul. Nożownicza 37
12:00-20:00

Kasia

2 komentarze
  1. Karolina 2 lata ago

    Niestety potwierdzam. Żyzna mnie rozczarowała. Za to Wilk Syty nigdy. Przepysznie, pięknie, syto. Jedynie kawa jest dla mnie zbyt mocno palona, ale to szczegół.

    Reply
  2. karolina 2 lata ago

    ja jestem wege i właśnie nigdy nie rozumiałam zachwytów na Żyzną.

    Reply

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Może zainteresuje Cię również