Recenzujemy

Czym Max Burgers różni się od Maka?

Fastfood w wersji premium?

Kto nigdy nie jada fastfoodów, niech pierwszy rzuci kamieniem. Pod osłoną nocy lub w dzień, bo brak czasu, a chciałoby się zjeść coś ciepłego i w pobliżu brak porządnego streetfoodu albo po prostu: bo najdzie ochota. Wtedy przymykamy oko na kalorie i wartości odżywcze, chcąc tylko, by grzech smakował dobrze i tłusto oraz nie kosztował zbyt wiele. Czy tak właśnie jest w Max Burgers?

Max Burgers to szwedzka sieciówka, która od niedawna w Polsce ostrzy sobie zęby, by konkurować z królem fastfoodów. Jej wyróżnikiem ma być wyższa jakość składników, dbałość o ekologię oraz lepsza technologia wytwarzania. W swej ofercie posiada klasyczne propozycje burgerów z wołowiny, z kurczaka, ale i opcje wegetariańskie, wegańskie i bezglutenowe. Do tego przekąski (krążki cebulowe, serki jalapeno) i frytki oraz oczywiście napoje.

Sieciówkę, która od września mieści się na parterze Galerii Dominikańskiej, odwiedzam dwukrotnie. Gdy zjawiam się tam pierwszy raz (trochę przypadkiem, trochę z ciekawości), do głowy mi nie przychodzi, że tekst o tym miejscu pojawi się na blogu. Nie mamy w zwyczaju opisywać tego typu lokali przez wzgląd na fakt, że restauracje, przytulne bistra i foodtrucki z pomysłem zasługują na to bardziej. Wrażenia z pierwszej wizyty są jednak na tyle silne, że proszę Kasię byśmy wybrały się tam kolejny raz wspólnie i podzieliły się z Wami naszymi refleksjami.

Kolejnym razem Max Burgers odwiedzamy w trzy osoby. Wybieramy sporo pozycji z karty, by móc opisać jak najwięcej. Nasz wybór pada więc na zestaw Grand Deluxe Burger Ser i Bekon ze średnim napojem, frytki zamieniam na te z sosem serowym (łącznie ok. 30 zł), zestaw BBQ Sandwich (Wegan) z klasycznymi frytkami oraz napojem (ok. 20 zł) i Halloumi Burger (ok. 13 zł). Z dodatków decydujemy się na krążki cebulowe i smażone serki z papryczką jalapeño (każdy z dodatków: 4 sztuki – 5,95 zł).

Na pierwszy ogień konfrontujemy z rzeczywistością nasze oczekiwania względem wołowiny. Jak to na sieciówkę przystało, podaje się ją w wersji well done, mięso w strukturze i kolorze przypomina jednak… wieprzowinę. Niespecjalnie apetyczny kotlet zestawiono z całkiem przyzwoitą bułką, plastrem sera i niewielką ilością warzyw. Całość rozczarowuje zwłaszcza w zestawieniu z ceną, porównywalną do kosztu burgerów w Pasibusie. Pasibus bije Maxa na głowę pod każdym względem. Kilka kęsów „Grand Deluxe” przyniosło nie tylko rozczarowanie, ale później również ból żołądka. Serdecznie dziękuję.

Trochę lepiej prezentują się dania wegetariańskie i wegańskie. Halloumi przygotowano poprawnie i całkiem nieźle komponuje się z bułką i dodatkami, pikantny wegański sandwich BBQ (bodajże na bazie tempehu, ale nie dam głowy – w karcie tego nie znajdziecie) jest natomiast chyba najlepszą kanapką ze wszystkich, których próbowałam w Max Burgers. Może za sprawą tego, że tak daleko mu do niestrawnej wołowiny. Wegan zdecydowanie bardziej zadowoli jednak wizyta w Green Busie czy nowym lokalu Krowarzywa. Od obu tych miejsc Max Burgers mógłby sporo się nauczyć.

Frytki… cóż, frytki zasługują na osobne i obszerne wspomnienie, bo jeśli wierzyć reklamowemu filmowi, który nieustannie wyświetlany jest na ekranie w restauracji, mamy do czynienia ze światową ekstraklasą. Pan wypowiadający  się w filmie zabawia nas historią o tym, jak to pracował w niezliczonej liczbie restauracji, spróbował dziesiątek odmian ziemniaków, uczył się właściwego krojenia i przelał litry rozmaitych olejów, żeby znaleźć recepturę na frytki idealne, które oczywiście zjecie w Max Burgers. Jakie to frytki? Cieniuchne, ze skórką i z uwaga, PORTUGALSKĄ solą. I szczerze, nie ma wstydu, ale do frytek z McDonalda, nie mówiąc o tych z Pasibusa, Maxowe się po prostu nie umywają. I nie wiem, w jakiej to szkole gotowania Pan z filmu uczył się o frytkach, ale moje skromne doświadczenia wskazują, że właśnie im grubszy ziemniaczany słupek, tym lepszy, bo wtedy można uzyskać ten idealny mariaż złocistej, chrupiącej skórki i mięciutkiego wnętrza.

Najsmaczniejszym dodatkiem w Max Burgers są krążki cebulowe. Chrupiące i zwarte w konsystencji, są chyba jedynym powodem, dla którego mogłabym wrócić do tego miejsca. W mniejszym stopniu przekonałyby mnie do tego pikantne serki – choć gorące i płynne w środku, w smaku przypominały mi ser topiony Hochland.

Dopełniając całości muszę wspomnieć o obsłudze, która nie jest ani trochę premium i tym bardziej fast. Około 20 minut oczekiwania na zamówienie  przy prawie pustym lokalu to nie do końca fastfood. Obsługa sprawia wrażenie nieco ślamazarnej, a może przyzwyczajonej do pracy w innych warunkach? Premium fastfood zobowiązuje do innego podejścia względem klienta.

Odpowiadając więc na pytanie „czym Max Burgers różni się od Maka” powiem: wyższą ceną. I tym, że jakkolwiek jedzenie z McDonald’s nie imponuje jakością, nigdy nie skutkowało bólem żołądka. Wizytę w Max Burgers polecam więc tym, którzy lubią płacić za dużo za produkty niewarte swojej ceny. Czyli w sumie nie polecam.

Max Premium Burgers
Galeria Dominikańska,
Plac Dominikański 3

Aga

16 komentarzy
  1. KimRena 7 lat ago

    Poszłam tam tylko skosztować tej wege kanapki – byłam zachwycona tą ofertą – i nigdy więcej. Długi czas oczekiwania, niezbyt profesjonalna obsługa, „dopłata” za dolewkę (czego i tak nikt nie sprawdza, więc nie wiem, po co to). Koleżanka wzięła frytki z serem, których nie dało się jeść palcami, a sztućców nigdzie nie było. Wege burger drogi, mały i stanowczo za ostry, do tego kiepsko złożony i zapakowany, więc cały się rozlatywał. Do napoju dostaliśmy tylko kubek, bez żadnej pokrywki czy słomki, których nie było również przy automacie. Do zamówienia żadnych husteczek, trzeba było chodzić i ich szukać. Nie polecam bardzo. Miejmy nadzieję, że trochę się poprawią, bo sprawiali wrażenie całkiem dobre.

    Reply
  2. dzikichili 5 lat ago

    Witam,
    Przeczytałem twój artykuł i bardzo mi się podobał u mnie jest trochę inaczej bo mieszkałem w Szwecji 11 lat i tam Max jest w jakimś stopniu kultowy, Moje pierwsze wizyty tam to jakoś wrzesień – październik 2000 i to zawsze było wow ale tez byłem młodszy świat był inny. Wiem ze w mieście gdzie pojawiał się Max w tych mniejszych na pewno to Mac musiał się zamykać. Ale we Wro nie byłem coś czuje po prostu że to nie jest to samo plus może tak bardzo się nie starają jesteśmy dojną krową, chciałbym żeby strikte polska sieciówka fastfudowa się otworzyła w Szwecji hehe

    Pozdrawiam
    Dziki Chili

    Reply
  3. Adrian 5 lat ago

    Byłem w Świętochłowicach w MAX Premium Burgers i frytki są o wiele lepsze niż w Macu (dopóki są ciepłe), na zimno tracą trochę smak i się z nimi zrównują. Ale burgery o wiele lepsze niż w Macu lecz jak na fast food przystało brakuje im np. do Grill Pubu w Tychach. Polecam jeden i drugi.

    Reply
  4. Mateusz 5 lat ago

    Wielkie rozczarowanie. Ciekawy wystrój efekt nowości, ekologiczne pudełka i tacki, duży wybór ciekawych kanapek. Zacząłem od frytek z zestawu które były cieniutkie i bardzo chrupiące a takie lubię. Podekscytowany wbiłem żeby w burgera i przyszło ogromne rozczarowanie.
    Kotlet smakował jak w „hamburgerze” ma dworcu w latach 90tych albo jak paczkowane kotlety z biedronki (takie pół kilo cienkich kotletów wieprzowo-drobiowych za 6 zł w folii).
    No syf po prostu nie mięso. Mimo tego że bułka i dodatki były super to niesmak i rozczarowanie ogromne. Raczej nie będzie mi się chciało tam jechać żeby sprawdzić opcje wegetariańskie. Bo to co tam odstawili z tym kotletem to mnie jako klienta po prostu obraziło.

    Reply
  5. Marcin Nastała 5 lat ago

    Zachwyt nad frytkami w Maku to chyba lekkie nieporozumienie. Nie ma gorszych niż te z Maka Burger Kinga czy KFC. Max jak na fastfood daje rade! Plus za bezglutenowe bułki.

    Reply
  6. Gosia 4 lata ago

    Lubię z Maxa shake premium karmelowe espresso. Jest rewelacyjne. Przypomina mi troszkę włoskie tiramisu. Mogłabym je pić codziennie. Frytki są smaczniejsze niż w MC Donalds. Z kanapek zawsze biorę dziecięcą z kurczakiem, smaczne i chrupiące. Reszty nie testowałam. Ale te shaky to poezja, zwłaszcza z podwójnym espresso.

    Reply
  7. Marti 4 lata ago

    Po pierwsze po Max Premium nie ma się problemów z zoladkiem. Sosy do Burgerow czy frytek maja własne a do Maka sosy robi producent który nie żałuję konserwantów i innych swinstw. Mak to szit.

    Reply
  8. Marti 4 lata ago

    Po pierwsze po Max Premium nie ma się problemów z zoladkiem. Sosy do Burgerow czy frytek maja własne a do Maka sosy robi producent który nie żałuję konserwantów i innych swinstw. Mak to szit.

    Reply
  9. Anna 4 lata ago

    Ludzie którzy narzekają na czas: pomyśleliście o tym, że jedzenie trzeba przygotować? Nie trzyma się gotowych produktów bo tak nie można, trzeba je usmażyć co zajmuje trochę czasu

    Reply
  10. JACK 4 lata ago

    Dziękuję za opinie, niedawno restauracje otworzyły się w Warszawie i byłem bardzo ciekaw jakości zwłaszcza weganskich opcji. Póki co się nie wybrałem a na oficjalnych stronach co do składników i cen informacji brak.
    Ciekaw jestem co w tej pierwszej wizycie skłoniło Cię do drugiej skoro druga wypadła aż tak fatalnie.

    Reply
  11. Pav 4 lata ago

    Byłem w Tychach i jest tragedia taki droższy mac jak burger w Tychach to tylko Zakręcony Burger najlepszy jaki jadłem 😀

    Reply
  12. Gość 3 lata ago

    SÓL SÓL I SÓL I WIĘCEJ SOLI. NIC INNEGO NIE CZUŁAM

    Reply
  13. JR 3 lata ago

    No muszę skomentować. Dzisiaj od rana sajgon w pracy i nie było czasu żeby cokolwiek zjeść. Narzeczona wracając do domu zakupiła 2 burgery z frytkami w rzeczonej… z braku lepszego słowa – restauracji i przywiozła do domu (Ja siedzę na home office).
    Głodny byłem jak wilk (godzina ok.16ta, a ja jeszcze bez śniadania) i pomimo, że pianę już toczyłem z gęby na samą myśl o jedzeniu, to po rozpakowaniu, mina mi lekko zrzedła. Zmierzyłem to zjawisko wzrokiem. Widok buły nie zachęcał do konsumpcji. Niemniej głodny byłem przeokrutnie wiec – pomimo że oczy wołały NIE! – zamierzyłem się szczęką. Rezultat: po pierwszym kęsie kanapka wylądowała w koszu, a za nią poleciały frytki. Odruch wymiotny ustąpił po dłuższej chwili. Głodny jestem nadal i do tego wk*ny srodze.
    Powiem tak – wiem jak smakuje wołowina, a to wołowiną na pewno nie było. Mam poważne wątpliwości czy to w ogóle było mięso. Smakowało raczej jak jakieś zmielone bebechy zmieszane z soją i papierem toaletowym (na plus – że chyba nieużywanym). Wszystko mocno przesolone, żeby ukryć posmak czegoś po czym nawet sęp by się zrzygał. O-h-y-d-a. Nie polecam zdecydowanie
    Aha – 25PLN ta „przyjemność”. Za tę kasę można zjeść pysznego burgera w okolicznych knajpkach. Lokalizacja w której dokonano zakupu – Babice koło Warszawy. Omijacie szerokim łukiem jeśli wam żołądki miłe.
    Napisałbym coś jeszcze ale uporczywe i nieprzyjemne bulgotanie w brzuchu podpowiada mi, że chyba czas stawić czoła kolejnym efektom tego cudownego posiłku… Nigdy więcej!

    Reply
  14. Ja 3 lata ago

    Max ma.te kotlety takie dziwne jak wieprzowina, może są mieszane albo coś w nich jest jakby galaretka taka.smaku wołowiny jest mało sam burger dobry oby się poprawił.smak mięsa

    Reply
  15. Adam 3 lata ago

    Nie wiem skąd te negatywnie komentarze na temat jakości a jednocześnie gloryfikowanie MACa.
    Burger delux z chedarem z restauracji w Tychach rewelacja. Frytki zdecydowanie lepsze niż w MC. Salatki z kurczakiem bardzo urozmaicone i smaczne. Chętnie zaglądam kiedy przejeżdżam przez Tychy. Omijam zawsze fast foody szerokim łukiem a tu na pikantnego deluxa chętnie wracam.

    Reply
  16. Weronika 2 lata ago

    Szkoda, że nie przeczytalam tej opinii wcześniej… Skusiliśmy się na Max Burgery, żeby sprawdzić czy mogą stanowić fast-foodową alternatywę na szybki posiłek. Burger poniżej przeciętnej, mi również nie smakował jak wołowy, czułam się tak, jakbym jadła taniego burgera z jakiejś zapyziałej budki. Frytki smaczne. W lokalu brud, śmieci wysypywały się z kosza mimo braku tłumów. Oj chyba długo w Polsce się nie utrzymają z taką marną jakością…

    Reply

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Może zainteresuje Cię również